Menu

LUBkulturkę

Subiektywny przewodnik po kulturze.

Guilty pleasure

lubulturke

Guilty pleasure, czyli przyjemność połączona z poczuciem winy. Pierwsza myśl - słodycze, które dają chwilowe poczucie zaspokojenia i samozadowolenia, a potem mysl o nadprogramowych kilogramach, ale guilty pleasure to nie tylko jedzenie... Czy przydażyło ci się nucić piosenkę, która nie była totalnie w waszym guście, a nie chciała wyjść z głowy? Czy ogladałeś/aś film poraz kolejny, który przez większośc uważany jest za totalny gniot? Czy czytasz kilkunastoczęściową serię książek, bądź oglądasz tasiemiec serialowy, który nawet według ciebie wydaje się stratą czasu, ale mimo to nie możesz się oprzeć? To jest „ta przyjemność”.

Czy powinniśmy się czuć winni? Pytaniem jest co wywołuje poczucie winy? W wielu przypadkach jest to „co ludzie powiedzą”, bo w dobrym tonie jest hejtować biebera, narzekać na filmy DC czy śmiać się z czytelniczek Greya. A ja przyznaje, że nawet spodobała mi się ostatnia płyta Biebera, „Człowiek ze stali” był ok, a Grey... pierwsza część miała jakiś sens, ale film i kolejne części... tylko meble były fajne;). To co się przyjęło nie jest żadnym wyznacznikiem. Jeszcze kilka lat temu George Michael byłby dobrym tego przykładem, ale kiedy zmarł stał się postacią kultową i wszyscy zaczęli się przyznawać, że jego słuchali. Ogólny trend jest zmienny jak pogoda za oknem.

Inną przyczyną „guilty pleasure” jest źródło. O ile można mieć głęboko w poważaniu opinie innych ludzi, inaczej to wygląda, kiedy wybierasz coś co w ogóle nie wnosi nic do twojego życia i poczucie winy wywołujesz ty sam, kiedy uświadamiasz sobie stracony czas. Kto nie oglądał „Palomy”, „Zbuntowanego Anioła” czy polskich niekończących się opowieści jak „Miodowe lata”, „M jak Miłość” czy „Rancho”. Każdy z nas ma przynajmniej taki jeden grzech na sumieniu. Wiele z nich można zrzucić na to, „że takie były czasy”, ale nie wszystko. Powód jest inny. Czy wracając do domu po uciążliwym dniu w pracy, czy zajmując się domem pełnym dziaciaków, czy to kończąc pełen rozrywek weekend jedyną naszą myślą jest czytanie Tołstoja, obejrzenie „Obywatela Kane” czy słuchanie Mozarta? Oczywiście, że nie. Chcesz się zrelaksować, wyłączyć szare komórki i popaść w niebyt. To jest ok. Każdy z nas potrzebuje prostych przyjemności.  

Najważniejszym elementem jest intensywość. Każdy powinien sobie pozwalać na małe przewinienia. Tak jak z jedzeniem... wiesz, że powinieneś jeść warzywa, ale i tak zabierasz się za pączka. Ale tak jak w przypadku jedzenia, ważna jest ilość. Jeden pączek nie załatwi ci nadwagi, tak jak przeczytanie Greya nie robi z ciebie miłośnika BDSM. Jednak poświęcając swój wolny czas tylko prostym przyjemnościom zapominamy o prawdziwej jaką dała nam kiedyś ulubiona książka czy film. Te pozycje na pewno nie były z tej kategorii... a na świecie jest pełno takich, które mogą być jeszcze lepsze.54831018ba040_-_friends-gif-5

© LUBkulturkę
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci