Menu

LUBkulturkę

Subiektywny przewodnik po kulturze.

Miłość w czasach popkultury*

lubulturke

Jest wiosna, koty marcują, ludzie spółkują, czyli czuć feromony w powietrzu, więc nie dziwi fakt, że miłość to jeden z ulubionych tematów artystów, pisarzy, muzyków itp. Sama specjalistką w tej dziedzinie nie jestem, ale po lekturze „Szelmostw niegrzecznej dziewczynki” Mario Vargasa Llosy zaczęłam się zastanawiać: ile tak naprawdę tej miłości jest w literaturze czy kinie? Wątek miłosny występuje wszędzie od bajek po filmy z kategorią R, od komedii familijnych po horrory, ale jak to wygląda w praktyce i ile ma to wspólnego z rzeczywistością?tumblr_ne051tVcFB1suq1j2o1_500

Pierwsze nasze zetknięcie ze słowem pisanym czy obrazem ruchomym to bajki i już zaczyna się po górkę. Wszystkie disneyowskie bajki są wylęgarnią dziwnych skrzywień, zaczynając od całowania śpiących dziewic, fetyszu stóp w kopciuszku, a kończąc na uczuciu do ryby bądź żaby i syndromie sztokholmskim u Belli. Lubię te bajki, ale boję się co miała w głowie osoba, która je wymyślała. Dla chłopców wcale nie jest lepiej, każdy superbohater ma swoją wybrankę: Lois Lane zakochuje się w kosmicie, Mary Jane w człowieku - pająku, a Jane Foster w bogu. Hmm… i dziwić się, że dorośli mają dewiacje?tumblr_o5yhcxCqi11v0u9z3o1_500

Bajki dla dzieci zostają z czasem zastąpione przez bajki dla dorosłych. Czy za klasykami z bądź bestsellerami z tej kategorii kryje się miłość? Nie sądzę.  Zaczynając od prekursorów… „Duma i uprzedzenie” dosyć zabawna i przyjemna pozycja Jane Austen, jest wymieniana jako kanon literatury romantycznej, ale czy na pewno? Sama główna bohaterka zapytana o moment w którym się zakochała się w Darcym odpowiada: "Trudno mi dokładnie oznaczyć ten moment. Ale to musiało być wtedy, kiedy zobaczyłam jego ogromną posiadłość...”.  Czy Pan Darcy to nie współczesny sugar daddy? Kolejna pozycja „Wichrowe wzgórza” obraz rodziny patologicznej, gdzie kuzynostwo się ze sobą hajta i wszystko zostaje w jednej rodzinie lub „Jane Eyre” – koleś chce wziąć za żonę swoją pokojówkę, mimo że za ścianą trzyma obłąkaną żonę.tumblr_mzibf1DWNf1tq4of6o1_500

Póki co nieżle, ale na szczęście każda z tych pozycji czy ekranizacja czy książka to „still better love story than twilight”. XXI wiek to wylęgarnia ”romantycznych historii” zaczynając na miłostkach z wampirami kończąc na zabawach w BDSM (chociaż może popularność wampirów bierze się ze skłonności do drugiej kategorii). Schemat jest podobny jakaś bidulka zakochuje się w facecie z pozoru idealnym, ale w rzeczywistości z problemami. Po serii wzlotów i upadków ona staje się silną i dojrzałą kobietą, a on facetem na wskroś idealnym i zapatrzonym w nią jak obrazek. Bla bla bla… W rzeczywistości każda zdrowo myśląca kobieta uciekałaby przed  kontraktem na sado-maso zabawy i to wręczonym na pierwszej randce, czy nie lazłaby sama do lasu z kolesiem, który prawdopodobnie jest kanibalem. A czy przypadkiem nie chodzi tu tylko o pociąg do zakazanego? A czasem nie prościej byłoby po prostu włączyć film dla dorosłych na portalu z wyrazem "red" w nazwie?tumblr_nk8noluA7X1rnrxnfo1_500

Wprowadziłam  romantyczny nastrój? Nie?  Może teraz mi się uda. Szeroko rozumiane męskie kino, czy aby tak naprawdę jest męskie. Biorąc na tapetę filmy jak: „Terminator”, „Szklana Pułapka I”, „Szklana Pułapka II”, czy seria „Szybcy i wściekli”, czy tak naprawdę nie można skwitować głównych wątków: „A wszystko przez te baby”. Filmy ubrane w piękne samochody, strzelankę, wybuchy czy mordobicie, są w rzeczywistości historią o tym jak facet zabujał się w kobiecie, która albo jest obłąkana, albo go nie chce i musi w radykalny sposób ją przekonać do siebie, albo rzucić całe swoje obecne życie i stać się kryminalistą. Nie ma co ukrywać, wątek męskiej słabości do płci pięknej w tego typu kinie przewija się nonstop, czy jest to przelotny romans jak w serii z Jamesem Bondem, czy złamane serce przez femme fatale z Sin City czy miłość bez happy endu w „Siedem”. Panowie, czy w rzeczywistości większość z was nie jest jednak w głębi romantykami? No dobra, ale dalej to jest jakaś składowa, najczęściej przyczyna wydarzeń, ale nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, chociaż mam wrażenie, że ostatnie tytuły mają więcej tej romantyczności, niż wcześniej wymienione pozycje.giphy

Kategorie takie jak romans, literatura obyczajowa, melodramat, komedia romantyczna czy filmy i książki erotyczne, mogą odstraszyć nie jednego faceta na wstępie i wcale im się nie dziwię. No to ja się pytam gdzie to prawdziwe uczucie? W kinie? Melodramaty takie jak „Casablanca” czy „Pearl Harbor”, to owszem historie o miłości, ale w czasach kryzysu i w rzeczywistości mówią więcej o poświeceniu własnych potrzeb ku wyższym celom niż samym uczuciu. No to gdzie szukać? We wszechobecnych komediach romantycznych? We współczesnej wersji o kopciuszku, czyli miliarder i prostytutka, albo w historii o tym jak angielski właściciel księgarni spotyka przypadkiem amerykańską gwiazdę filmową, czy o tym, że swoją połówkę można znaleźć bawiąc się tylko po weselach i pogrzebach? Więcej tam magicznych zbiegów okoliczności i fantastyki niż w serii o Harrym Potterze, a lukru niż na wszystkich razem wziętych pączkach w Tłusty Czwartek.  tumblr_m5mhbp4tzY1ro2d43

To co wszystkie te wytwory kulturalne to tak naprawdę disneyowskie bajki w wersji dla dorosłych? Jest jedna nisza, nie lubiana przez twórców, bo nie przynosi zysków jak wszystkie blockbustery. Chodzi o te ciche, proste historie bez efektów specjalnych, fajerwerków, wojen czy kataklizmów, które w nieromantyczny, wręcz banalny sposób pokażą o co chodzi. Takie historie jak opowiadają dziadkowie, które trącą banałem z daleka. Filmy takie jak „500 dni miłości”, „Juno” czy „Debiutanci” i całe zaplecze kina europejskiego, które w słodko-gorzki sposób pokazują z czym to się je na co dzień. W tych filmach nie chodzi o romantyczne uniesienia, wielkie sceny pocałunku, czy wymyślne sceny erotyczne, które i tak zazwyczaj pokazane są w domyśle, ale o szarą, burą codzienność i o te małe codzienne szczegóły, które tworzą całość. Tak jak w tych wcześniej wspomnianych „Szelmostwach…” czy książkach Williama Whartona, które na pewno nie są literaturą obyczajową, ale więcej pokazują rodzajów miłości w jednej książce niż we wszystkich tych harlequinach, Greyach i Zmierzchach razem wziętych. Panie, jeśli chcecie coś podsunąć facetowi bądź z nim obejrzeć z tej kategorii, to polecam te „proste” historie. Nie twierdzę, że się spodobają, ale gwarantuję, że po tych pozycjach przynajmniej żadna strona nie będzie wywracała oczami z niedowierzania.giphy

*wpis pół żartem, pół serio, więc jeśli wywołałam ból tylnej części ciała, proponuję skontaktować się po maść z lekarzem lub farmaceutą ;) 
Myslovitz - Miłość W Czasach Popkultury

 

© LUBkulturkę
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci